nazwy zakładów pogrzebowych

Naming na amen, czyli oryginalne nazwy zakładów pogrzebowych [MEDIA]

Na łamach portalu Nowy Marketing dzielimy się opinią na temat osobliwych, śmiesznych i oryginalnych nazw zakładów pogrzebowych.

 

W każdej, nawet tak specyficznej branży, jak usługi pogrzebowe czy funeralne, znaleźć można nazwy, które wywołują w najlepszym wypadku uśmiech, zdziwienie lub konsternację i niesmak. Wśród nazw zakładów pogrzebowych zdecydowanie dominującym trendem jest sięganie po postaci z mitologii (Hades, Charon, Anubis, Atena) wsparte łacińskimi sentencjami (Memento Mori, In Memento). Są jednak wyjątki, które pokazują, że i w tej branży niektórzy chcą wyróżnić się z tłumu samą nazwą, choć nie zawsze wychodzi im to jak trzeba.

 

Szaron

Czy właściciel tego zakładu pogrzebowego z Sycowa jest wielkim fanem aktorki Sharon Stone, sympatykiem nieżyjącego izraelskiego premiera Ariela Szarona czy może postanowił spolszczyć greckiego Charona, boga umierających? Prawdopodobnie najbliżej Szaronowi do trzeciej wersji, wychodząc z założenia, że Polacy nie gęsi i swojego Charona też powinni mieć. Wyszło dość… szaronowato, trzymając się stylu oryginału.

 

Last-Bet

Firma z Lublina o tej nazwie zajmuje się produkcją nagrobków i opieką nad grobami. A nazwa mówi: Ostatni Zakład. Znając życie (i etymologię wielu polskich nazw) jest to zapewne akronim, niczym żelbet, gdzie „bet” pochodzi od betonu. Równocześnie jest to dość niefartowna (delikatnie mówiąc) nazwa, bo odwołanie do ostatniego zakładu bukmacherskiego jest tu zupełnie nie na miejscu.

 

Apokalipsa

Nazwa zakładu pogrzebowego z Legionowa, która, mam wrażenie, wali obuchem po głowie i szarpie za wszystkie struny emocji. Apokalipsa. Zagłada, kataklizm, hekatomba. Niesamowicie mocne, wymowne skojarzenia. Czy w trudnym czasie pożegnania bliskiej osoby potrzeba aż tak ostatecznych odniesień?

 

Heven

Sięganie po nieco trudniejsze, anglojęzyczne słowa w nazwie ma tę wadę, że nie każdy będzie od razu wiedział, jak dane pojęcie zapisać czy wymówić. Właściciel zakładu pogrzebowego ze Szczecina postanowił uprościć to zadanie i angielskie niebo (heaven) sprowadził na gramatyczne niziny, pozbywając się samogłoski „a”. Tak stworzył własne niebo odczytywane i zapisywane tak samo. Przez szacunek do języka Szekspira, „v” nie zostało wyparte przez „w”, w efekcie mamy niebo w nazwie firmy – widoczne, słyszalne, ale nieco wybrakowane.

Więcej osobliwych przykładów omawiamy w artykule na łamach portalu Nowy Marketing.

 

Komentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *