nazwa restauracji

McNaming – historia bezwarunkowej miłości do nazwy restauracji McDonald’s

Zobacz dlaczego twórca fast-foodowej potęgi kochał nazwę dla restauracji McDonald’s bardziej od własnej żony.

W jednej z ostatnich scen filmu McImperium (The Founder) Richard McDonald, współwłaściciel pierwszej restauracji McDonald’s, rozmawia z Ray’em Krocem, któremu przypisuje się globalny sukces McDonald’sa. Richard pyta Ray’a, czemu on w ogóle robił z nim interesy, „bawił się” we franczyzę zamiast po prostu ukraść pomysł na fast-food i rozkręcić własny biznes.

„To by nie wypaliło. Wiele osób otwiera restauracje. Ale żadna z nich nie ma tego, co czyni McDonald’sa wyjątkową. To nazwa.”

 

W telewizyjnym wywiadzie Ray Kroc – już ten prawdziwy, nie grany przez Michaela Keatona – tak wychwalał nazwę McDonald’s:

„To było typowo angielsko-amerykańskie słowo. Gładkie. McDonald’s. Dla dzieciaków proste do wypowiedzenia i zapamiętania. Lubię dźwięczność tego słowa. Brzmi tak zdrowo i prawdziwie. Nigdy nie byłem fanem tych efekciarskich, wymyślnych nazw. Burger to, burger tamto. McDonald’s brzmi jak Tiffany’s. I myślę, że jesteśmy jak Tiffany’s w hamburgerowym biznesie.”

A więc mamy tutaj to, co w dobrej nazwie dla firmy najważniejsze. Słownikowa definicja udanej nazwy: prosta, nieprzekombinowana. Dźwięczna, przyjemna w wymowie i jednocześnie jedyna w swoim rodzaju. McDonald’s.

Ojciec globalnego sukcesu McDonald’sa nie widział szansy na sukces z własnym nazwiskiem na szyldzie. „Daleko nie zaszedłbym z nazwą Kroc’s Burgers” – twierdził. Podobno taka nazwa brzmiała dla niego zbyt obco, „słowiańsko”. Biznesmen nie widział również potrzeby zmiany nazwy dla restauracji na jakąkolwiek inną, nową, bardziej abstrakcyjną.

 

McDonald’s była dla niego odpowiednia. Idealna.

Brzmiała „amerykańsko”. Choć korzenie tej nazwy sięgają Szkocji, a w samych Stanach zdecydowanie więcej spotkamy Smithów, Jonesów i Williamsów. Jak wynika z danych statystycznych za lata 90-te ubiegłego wieku, nazwisko McDonald znalazło się dopiero na 117. pozycji pod względem popularności w USA.

Choć „amerykańskości” nie możemy mu odmówić. Już małe dzieci w przedszkolach od Oregonu po Florydę śpiewają popularną piosenkę „Pan McDonald farmę miał, ija, ija o!” I to charakterystyczne nosowe brzmienie – jakby przedstawiał nam się farmer z głębokiego południa Idaho przeżuwający tytoń i „zjadający” ostatnie głoski: Ay, Mekdonel…

Wierzę w Boga, rodzinę i McDonald’sa” – mawiał Kroc. Akurat z rodziną różnie u niego bywało – Ray dwukrotnie się rozwodził. Zostawiał żony, ale przy nazwie trwał do końca. Na zawsze. Wierzył w pozytywną moc samej nazwy restauracji. Well done, McDonald’s!

 

Komentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *